Antykwariat fantastyka literatura piękna

Wydawnictwo Czytam tam
Skup książek Moje konto Koszyk Nasze sklepy Nasze Allegro Jak kupować? Regulamin O Antykwariacie Kontakt

Szukaj

wyszukaj tylko w grupie "Iberoamerykańska"

Szukam książki

Szukam książki

GRA W KLASY

Kod produktu: 05554
GRA W KLASY
Tytuł: GRA W KLASY
Autor: JULIO CORTAZAR
Wydawnictwo: Muza S.A.
Rok wydania: 1995
Format książki: 195 x 130 mm
Ilość stron: 669
ISBN: 83-7079-194-8
Okładka: twarda
Stan ogólny:

bardzo dobry

Obwoluta: bardzo dobry
Punkty rabatowe: 250 pkt.
Cena: 25,00 zł

Poleć znajomemu poleć
Zadaj pytanie sprzedawcy pytanie

Opis książki

"Gra w klasy" nie ma jednoznacznego końca; może być czytana co najmniej na dwa sposoby: według porządku stron lub według klucza, wyznaczającego zygzakowatą kolejność rozdziałów. Z tych wielu odczytań wynika swoisty stosunek formy do treści. Odłożenie książki nie oznacza ani zakończenia fabuły, ani zamknięcia formy - jest właściwie czymś przypadkowym, prowizorycznym. Pojęcie posłowia staje się w tych warunkach wątpliwe i to, co w tej chwili państwo czytacie, jest raczej „międzysłowiem" - pauzą, po której można przystąpić do kolejnej lektury w poszukiwaniu nowych, jeszcze nie odkrytych znaczeń.
Jest rzeczą zdumiewającą, że „Gra w klasy”, która ukazała się w Polsce w 1968 roku, jako książka autora w owym momencie jeszcze mało znanego, znalazła taki oddźwięk. Może dlatego, że obiektywizuje życie i postawy wobec niego w sposób, który leży na linii naszych własnych poszukiwań. Trudno jest oprzeć się ładunkowi napięcia, jakim przesiąknięta jest ta wielka książka. Dzięki temu, że do końca coś się nam w niej wymyka, że nigdy nie staje się naprawdę przeczytana, wiąże nas ze sobą na zawsze, jak wszystko co nie spełnione.
Gdyby Cortázar, prawdziwy nowator literatury naszych czasów, zaczął pisać pół wieku temu, musiałby liczyć się z tym, że - w najlepszym razie - dzieło jego zostanie docenione dopiero z perspektywy lat. Nowatorstwo było wtedy rzeczywistym ryzykiem.
Dziś rzecz się ma inaczej. Nowatorstwo jest przykazaniem, misją, od której nie można się uchylić modą, łatwo przechodzącą w epigonizm. Misja ta wielu pisarzy poprowadziła na manowce. Cortázar podejmuje się misji i przyjmuje modę, ale już z innej pozycji: nowatorstwo nie jest dla niego wartością absolutną; zastanawia się, co można z nim zrobić. Nowatorstwo nie jako cel sam w sobie, a jako materiał do innych celów - oto propozycja arcynowa. „Gra w klasy” jest jej rozwinięciem, jej owocem.
Syn skromnych Argentyńczyków, Julio Cortázar urodził się w roku 1914 w Brukseli, ale całe dzieciństwo spędził na jednym ze starych przedmieść Buenos Aires. „... Należał do klasy średniej, pochodził z Buenos Aires, był uczniem państwowego gimnazjum, a tych paru rzeczy nie można zrzucić z siebie jakby nigdy nic". Z pewnością nie można. Trzeba znać to miasto, jego stare przedmieścia, całe szeregi niskich domków, bramki i ogródki, żeby zrozumieć wciągający marazm dni - plastikowych kulek nawleczonych na nylonową nitkę, identycznych, gładkich, żadnych, marazm ludzi siedzących na wyplatanych fotelikach przed domkami, popijających mate, mówiących „gorąco", mówiących „szkodzi na wątrobę", mówiących „drogo", mówiących „ma kochankę", żeby zrozumieć, że o wiele łatwiej jest przyjąć to, co jest, nawet bez aprobaty, nawet z nienawiścią, niż z tym walczyć. Wyrywanie stóp przyklejających się do roztopionego, buenosaireńskiego asfaltu wymaga olbrzymiego wysiłku, ale jest to walka o życie, a w takiej walce siły podwajają się, i może właśnie ten marazm, ten rozpalony asfalt, ta gęstość leniwie płynącej, brązowej La Platy, ta rozpacz, dodały Cortázarowi sił. Rzecz jasna, że od początku niewiele miał wspólnego ze swymi kolegami, którzy „nigdy nie mogli zrozumieć dziwaka, uparcie pakującego palce do elektrycznego wiatraczka", chłopca, który nie umiał z nimi mówić: „jak to, więc tylko poranna kawa i pierwsze zwierzenia seksualne miałyby nas łączyć?". Był samotny, był inny, wiele czytał, wiele studiował, wiele myślał, trochę pisał, zadawał sobie pytania, kontestował, szukał, szukał, szukał...
Były to czasy, gdy na literackiej arenie Argentyny pojawił się Borges i powiedział „stop" pewnej manierze pisania (można ją nazwać klasycyzującą, patriotyczno-opisową, obarczoną nadmiarem przymiotników), uchylając drzwi dla czegoś nowego. Pierwszym, który podszedł do tych drzwi po to, aby pchnąć je i otworzyć na oścież, był Julio Cortázar. Porzucając swój dotychczasowy nieśmiały i grzeczny sposób pisania, mając trzydzieści siedem lat, w roku 1951 wystartował z „Bestiarium”, tomikiem opowiadań w zdecydowany sposób łamiących literackie konwencje „noweli klasycznej". Opowiadania te prawie niezmiennie zaczynają się od zwykłych, codziennych, z wielką dbałością o szczegóły opisanych realiów, w których występują zwykli, codzienni ludzie. W jakimś momencie okno się otwiera, wpada przez nie metafizyczny wiatr, tok opowiadania pęka, normalność załamuje się i od tej chwili obowiązuje nas już tylko logika lub bezlogika snu. Tak właśnie jak we śnie zakończenie jest przeważnie otwarte: weszliśmy do tego pokoju, ale nas w nim nie ma, czekała tam na nas Ala, ale może to nie była Ala, tylko koza i nie czekała, tylko pasła się na łące, chociaż to nie była łąka, tylko zawieszona w powietrzu rozmowa, a w ogóle to było co innego i działo się po naszej śmierci albo w naszej wyobraźni, albo w ogóle się nie działo. Pytany w wywiadach o swoje opowiadania, Cortázar powiedział, że nie umie ich wytłumaczyć, są to przeważnie na gorąco notowane sny. Iluż pisarzy, męczących się nad białymi kartkami, dałoby pół życia za takie sny i taką umiejętność niezatracenia niczego z ich nastroju, z ich nieuchwytności w chwili przelewania ich na papier.
Wstecz trudno jest docenić „wychylanie się" młodego, nieznanego pisarza, który w zacofanym, ciepłą wodą płynącym kraju pozwala sobie wydać tom takich opowiadań. Dziwnym trafem nie przechodzą one niezauważone. Pewna część krytyki i garść publiczności zwraca uwagę na Cortázara i zaczyna śledzić jego literackie perypetie.
Po „Bestiarium” następuje długa przerwa. Cortázar przenosi się na stałe do Paryża. Nie jest to błahe posunięcie. Do wszelkich trapiących go trudności dołącza się nowa, trudna decyzja, decyzja „wykorzenienia". Że nie pogodził się nigdy z tym wykorzenieniem, ci, którzy właśnie skończyli „Grę w klasy” wiedzą doskonale. „Ja, sfrancuziały Argentyńczyk" - powie o sobie Oliveira. „Tak oto Paryż niszczy nas powoli, mieląc drobniutko, wraz z przywiędłymi kwiatami, niszczy nas swym ogniem bez koloru (...)". A w innym miejscu: „Z wyrazistością, której nie stłumił czas, widzę buenosaireńskie kawiarnie, gdzie przez parę godzin, uwolnieni od rodziny i obowiązków, zanurzeni w dymie i w tajemnym zaufaniu, dochodziliśmy do czegoś, co było pocieszeniem w niepewności, co obiecywało jakiś rodzaj nieśmiertelności".
Dopiero po paru latach pobytu w Paryżu Cortázar wydaje drugi tomik opowiadań, skonstruowanych na podobnej zasadzie jak opowiadania „Bestiarium”, pod tytułem „Tajemna broń” (Lar armas secretas); wydany w Polsce tom pod tym tytułem zawiera wybór opowiadań wziętych z „Bestiarium”, z „Tajemnej broni” oraz z następnego zbiorku noszącego tytuł „Koniec zabawy” (Final del juego). W 1960 roku wydaje powieść pod tytułem „Los premies” (Nagrody). Nagrody napisane są inaczej niż opowiadania, nie ma w nich miejsca na momenty oniryczne, zarówno konstrukcja powieści, jak i jej założenia są precyzyjne, przemyślane, jasne.
Zwycięzcom konkursu przyznano w nagrodę podróż statkiem. Podróż ta dla każdego z bohaterów jest czymś innym. Sam statek dla każdego jest czymś innym. I rozmowa. I cel życia. I prawda. Bohaterowie (zabawnie dobrani przedstawiciele najrozmaitszych grup społecznych) mówią o tym samym, ale tak inaczej, jakby mówili w odmiennych językach. Każdy chce coś zrozumieć, każdy błądzi, każdy szuka. Każdy usiłuje dojść na „dziób statku", skądś się wydostać, z czegoś wyplątać, dokądś dotrzeć, coś osiągnąć.
Już w "Nagrodach” widać, że Cortázar daleko odbiega od tradycyjnej powieści, że mówi innym językiem, chodzi na przełaj, fruwa lub drąży, że nie tylko nie jeździ po autostradach, ale nawet nie chodzi po wydeptanych ścieżkach. Jakby zmęczony dysertacjami Persja w "Nagrodach”, w 1962 roku wydaje „Opowieści o kronopiach i famach” (Czytelnik 1973), ten zbiór żartów, igraszek nad przepaścią, prowokacji, małych traktatów filozoficznych, obserwacji z przymrużonym okiem, poematów prozą, znowu będących zaskoczeniem dla zrutynizowanego czytelnika. Jak wygląda normalny tok naszego kojarzenia? Zegarek pokazuje nam upływający czas. Upływający czas zbliża nas do śmierci. Cortázar przeskakuje etapy: „Pomyśl, że kiedy ofiarowują ci zegarek, ofiarowują ci małe, ukwiecone piekło, łańcuch z róż, więzienie z powietrza"; lub "tam w głębi tkwi śmierć, lecz nie bój się"; lub „zegar-karczoch jest karczochem w bardzo dobrym gatunku, włożonym do dziury w ścianie; niezliczone liście karczocha wskazują aktualną godzinę, a ponad to wszystkie godziny".
Po przeczytaniu „Kronopiów” już nam łatwiej określić, kim jest Cortázar: trochę poeta, trochę kpiarz, trochę jasnowidz, ale przede wszystkim bezwiedny (choć może i świadomy) łamacz fal, który wcina się w środek, rozbija prąd, ale przede wszystkim amator krzywych zwierciadeł, które wbrew sensowi w końcu powinny ukazać prawdę. "Ale prawda, takie słowo..."
Takie. Jednak bez niego nie można się obejść. Aby pokazać, jak bardzo nie można, niepewny i poszukujący, sceptyk i entuzjasta, w 1963 Cortázar daje nam wreszcie „Grę w klasy”. Książka wywołuje duże wrażenie. Nie jest to jeszcze sława, ale już ostateczne wyjście z anonimatu. Times Literary Supplement określa ją jako „najwspanialszą powieść ostatnich dwudziestu lat". Nasz młody krytyk Skórzyński porównuje ją do „Ulissesa” i woła „Nie przegapmy Cortázara, tak jak przegapiliśmy Joyce'a, którego odkryliśmy o 50 lat za późno". Nie jest to pierwsze porównanie Cortázara z Joyce'em. Konsekracja.

PRZEKAD: ZOFIA CHĄDZYŃSKA.

Wybrane książki tego samego autora

Zobacz wszystkie książki tego autora
www.antykwariat.waw.pl
Proszę czekać - trwa ładowanie treści